Moja córka w tej chwili ma 11 lat. Było to dziecko zdrowe, które nie chorowało i tylko kilka razy  w życiu przyjęło antybiotyk.

Problemy z jej zdrowiem zaczęły się, kiedy ukończyła 9 lat. Częste przeziębienia, a także nie dające się z niczym powiązać bóle głowy i brzucha, nóg, ogólne osłabienie i rozkojarzenie zaczęły się na jesień  2007 roku. Pomimo stosowanych przez lekarzy leków na przeziębienie (mówiono mi najczęściej, że to wirus i nie da się go leczyć, a należy chorobę przeczekać, podając leki przeciwzapalne), można powiedzieć, że stan choroby utrzymywał się stale, z niewielkimi poprawami samopoczucia. Niekiedy było tak, że dziecko po obudzeniu, nie miało po prostu siły pójść do szkoły.

Zaczęliśmy szukać pomocy u specjalistów i wtedy okazało się, że jest alergikiem. Niestety nawet po podawaniu leków przeciwalergicznych, podjętym leczeniu w szpitalu w Ameryce stan zdrowia, ogólne zniechęcenie, rozdrażnienie, osłabienie nadal można było u córki zaobserwować. Doszło do wizyty i neurologa, z powodu częstych bólów głowy, a wykonany rezonans magnetyczny głowy nie wykazał nieprawidłowości. Również liczne badania usg brzucha nie wykazywały zmian.

W marcu 2009 roku,  lekarz rodzinny po wysłuchaniu naszej historii zlecił wykonanie badań  TSH. I tu okazało się, że córka ma znacznie podwyższony jego poziom do 4,68. Po wstępnej konsultacji u endokrynologa dowiedziałam się, że dziecko aby być zdrowe,  może przez dłuższy okres być zmuszone do przyjmowania hormonów, nawet niekiedy przez całe życie, powiedziała pani doktor.

Na pomoc niespodziewanie przyszedł mi Pan Andrzej, który zalecil leki homeopatyczne. Córka brała je przez 6 tygodni, po których sukcesywnie sami widzieliśmy zmianę jej samopoczucia i poprawę zdrowia. Ustąpiły bóle głowy i brzucha, apatia, zniechęcenie i osłabienie. Wykonaliśmy badania kontrolne 15.06.2009r. i okazało się, że poziom TSH wynosi 3,32!
W tej chwili dziecko czuje się bardzo dobrze i nie narzeka na samopoczucie. Znacznie poprawił się jej komfort życia i nie ma problemów z nauką w szkole.

Syn mój od 8 roku chorował na infekcje gardła co 2, 3 tygodnie, a tak naprawdę od antybiotyku, do antybiotyku. Doszło do tego, że w wieku 17 lat, w II klasie LO musiał podjąć indywidualne nauczanie, aby miał  możliwość ukończenia szkoły. Byliśmy tym wszystkim zmęczeni i zniechęceni. Częste wizyty w poradniach alergologicznej i laryngologicznej nie przynosiły spodziewanych rezultatów, a każda infekcja trwała 2 tygodnie. Mogliśmy się przekonać o skuteczności zapisanych przez Pana Andrzeja leków, kiedy przy następnej infekcji, po ich podaniu choroba u syna trwała nie dwa, trzy tygodnie, a jeden.

O dziwo przez dwa miesiące nie było nawrotu. Syn odstawił wszystkie leki konwencjonalne, które wcześniej musiał przyjmować co dzień, a zaczął przyjmować homeopatyczne na odtrucie organizmu. Następne zachorowanie miało miejsce po 2 miesiącach i trwało tylko 5 dni, a nie 21. Jestem szczęśliwa, że syn nie zatruwa organizmu lekami, które mu nic nie dają, jest coraz silniejszy, infekcje są coraz rzadsze i wierzę, że mogą ustąpić zupełnie.

(Katarzyna K., Olsztyn)

Nadczynność tarczycy i częste przeziębienia